O butach

Moje drugie tradycyjnie szyte buty – recenzja trzewików n.d.c. i metoda Blake stitch

Okazuje się, że polski internet jest dość ubogi w informacje o butach szytych tradycyjnymi metodami z wyższej półki, a już w szczególności o konkretnych markach i modelach. Większość informacji jest po angielsku albo stanowi ogłoszenie sprzedażowe, co z założenia nie pełni roli informacyjnej. A że jestem skórowym i butowym gadżeciażem i temat sprawia mi dużo przyjemności, postanowiłem trochę go uzupełnić o informacje w ojczystym języku 😉 A okazja jest zacna, bo tym razem na Vinted upolowałem trzewiki n.d.c. w stanie niemal idealnym, szyte metodą Blake stitch.

Buty n.d.c.

W tym wpisie przeczytasz:

  • O kupowaniu butów z drugiej ręki i ich odświeżaniu
  • Kilka zdań o firmie n.d.c. made by hand
  • O konstrukcji według metody Blake’a (Blake stitch) oraz jej odmianie Blake rapid stitch
  • Czym metoda Blake’a różni się w praktyce od metody Goodyeara – porównanie
  • Moje pierwsze i drugie wrażenia dotyczące zakupionego modelu

Buty z drugiej ręki?

Ktoś może pomyśleć, że to niezbyt higieniczne: kupić sobie buty, które ktoś kiedyś nosił. Podobno też nie jest to do końca ergonomiczne, bo buty układają się do każdej stopy i potem dla innej są już nie do końca dobrze wyprofilowane. Z drugiej strony, są rzesze miłośników butów z drugiej ręki, kupujący je na serwisach internetowych, ale też pchlich targach i w lumpeksach. Moje zdanie leży gdzieś pośrodku.

Butów wyraźnie znoszonych bym nie kupił. Jeśli jakieś kupuję, to dlatego, że ich stan jest bliski nowości. Nawet w lumpeksach zdarzają się okazy z podeszwą, która wygląda, jakby nie była nigdy szlifowana chodnikiem. W takich przypadkach z higieną bym nie przesadzał – w końcu nowe buty kupowane w sklepie też mogły być przez kogoś mierzone, i niekoniecznie w skarpetce prosto z pralki 😉

Mnie zdarzyło się kilka razy już nabyć buty skórzane (dla siebie i dzieci) w bardzo dobrym stanie z drugiej ręki. Zawsze czyszczę je z wierzchu oraz dostępne wewnętrzne powierzchnie mydłem glicerynowym. A od środka odkażam alkoholem (minimum 60%) w sprayu. Po takim czyszczeniu skórę należy obowiązkowo odżywić, aby nie straciła elastyczności. W przypadku butów jest to szalenie ważne, bo pomaga unikać pęknięć wierzchniej warstwy skóry w często zginanych miejscach. A mydło glicerynowe i alkohol potrafią całkiem solidnie wysuszyć i pozbawić lico tłuszczu.

Firma n.d.c. made by hand

Nazwa n.d.c. pochodzi od „nom de code”, co ma oznaczać, że siła marki bierze się z jakości samego produktu, a nie jego „markowości” i rozpoznawalności. Co nie zmienia faktu, że marki n.d.c. czy choćby portugalska no brand (od razu mi się skojarzyła) znane są też już jako marki 😉 No ale można sobie poczytać w necie, jak założyciel n.d.c. Hiszpan Enrique Corbi opowiada o artystycznych korzeniach firmy n.d.c. i o ręcznej produkcji butów w Europie z wykorzystaniem tradycyjnych metod. Jedną z nich jest właśnie Blake, zastosowana w moich nowych starych trzewikach.

Metoda Blake stitch oraz Blake rapid stitch

Metoda Blake’a w konstrukcji butów zaliczana jest do tradycyjnych metod, charakterystycznych dla butów wysokiej jakości. W odróżnieniu od metody Goodyeara (dalej w skrócie GYW od GoodYear Welted) omawianej w poprzednim wpisie o butach Kupiłem pierwsze buty Goodyear welted – Thursday Boots Captain , tutaj cholewka jest przyszyta bezpośrednio do podeszwy.

W wariancie Blake stitch szew konstrukcyjny obejmuje wkładkę, cholewkę oraz obie podeszwy (wewnętrzną i zewnętrzną). Dodatkowy szew zewnętrzny jest opcjonalny i jeśli jest, to pełni funkcję ozdobną. W wariancie Blake rapid są dwa szwy konstrukcyjne. Jeden łączy wkładkę, cholewkę i podeszwę wewnętrzną, a drugi dwie podeszwy wewnętrzną i zewnętrzną. Od spodu zatem w obu metodach Blake’a widać charakterystyczne przeszycie, bardzo podobne do tego w GYW.

Przypomnę tu tylko, że w metodzie Goodyeara cholewka nie jest bezpośrednio połączona z podeszwą. Łącznikiem jest pas skóry (welt), który z jednej strony jest przyszyty do cholewki, z drugiej do podeszwy.

Żeby bardziej namieszać, w moich butach jest jeszcze pas skóry w przekroju przypominający literę L (odwróconą pleckami do cholewki) biegnący na zewnątrz, wokół cholewki. Trochę upodabnia on wygląd butów do innego rodzaju konstrukcji, jakim jest stormwelt, czyli jedna z 3 odmian GYW. Ale w tym przypadku pas ten jest czysto dekoracyjny.

Kiedyś upoluję buty typu stormwelt i wtedy wdam się w szczegóły. Ale teraz przejdźmy do podsumowujących objaśnienia schematów dwóch rodzajów Blake’a – Blake rapid stitch i „zwykły” Blake stitch.

Schemat metody Blake'a

Mam nadzieję, że dzięki grafikom wszystko jest jasne. Staje się też zrozumiałe, dlaczego metoda Blake stitch (niezależnie od odmiany) nie jest obarczona problemem wielu butów produkowanych nowoczesnymi metodami, jakim jest odklejanie się podeszwy od cholewki. U mnie właśnie to była najczęstsza przyczyna awarii butów klejonych lub takich z podeszwą przyklejaną do cholewki w momencie jej wtryskiwania do formy. Wewnętrzny szew widoczny na zdjęciu jest właśnie tym elementem spajającym cholewkę i podeszwę.

Takie buty, podobnie jak GYW, można naprawiać, wymieniać podeszwy, ale różne źródła twierdzą, że jest to nieco bardziej skomplikowane niż butów GYW. Jednak w wariancie Blake rapid stitch trudność naprawy jest porównywalna z GYW, bo można przeciąć ten drugi szew biegnący po obwodzie cholewki i podeszwę można odklejać. W każdym wypadku naprawa wymaga specyficznej maszyny, innej niż w przypadku GYW.

Wewnętrzne przeszycie metodą Blake'a

Gdy uzupełniałem wiedzę o konstrukcji butów przed rozpoczęciem pisania, trafiłem na opinie, że buty wykonane metodą Goodyeara są uznawane za bardziej wytrzymałe i bardziej odporne na przemakanie niż egzemplarze wykonane metodą Blake’a. Z tą wytrzymałością, to całkowicie się zgadzam w przypadku standardowej wersji. Natomiast w odmianie rapid, z tym drugim przeszyciem wokół cholewki, konstrukcja bardzo podobna i pewnie tak samo solidna jak GYW.

Ewidentną zaletą butów wykonanych metodą Blake’a jest ich mniejsza waga i większa elastyczność w porównaniu do GYW. Buty Thursday Captain z poprzedniego wpisu zdziwiły mnie przede wszystkim swoją wagą, która wcale nie była dużo mniejsza niż w przypadku moich butów trekkingowych (Maindl Vakuum), a to przecież jest kawał buciora. Co do sztywności podeszwy, Thursday’om również było bliżej do solidnych butów górskich. Wynika to z tego, że to charakterystyczne, wewnętrzne przeszycie łączące wewnętrzną podeszwę, cholewkę i pas wychodzi bokiem z wewnętrznej podeszwy. Gdyby nie była ona gruba, to wytrzymałość byłaby mizerna. Natomiast kanapka z grubej skóry podeszwy wewnętrznej i gumowej podeszwy zewnętrznej jest bardzo sztywna. Wracając do omawianych butów n.d.c. są one trochę cięższe niż takie standardowe, klejone trzewiki. Podobnie z elastycznością całego buta. Jest ona nieco mniejsza niż w przypadku butów klejonych, ale znacznie lepsza niż w butach GYW. Przeszycia charakterystyczne dla tej metody są wykonane w pionie, dlatego nie jest wymagana aż tak duża grubość elementów.

Materiały

Do wykonania butów użyto skóry anilinowej (czyli farba nie przykrywa lica, tylko wsiąka w nie) typu full grain (czyli nie było szlifowane w celu usunięcia niedoskonałości). Dla zainteresowanych szczegółami na temat tej i innych rodzajów skór polecam uzupełnienie wiedzy z wpisów Skóra anilinowa – co to jest i czy warto? (o rodzajach farbowania) oraz Genuine leather – hit czy kit? (o odróżnianiu prawdziwej litej skóry od podróbek i innych półśrodków).

Dzięki zastosowanej skórze otrzymujemy materiał o bardzo naturalnym wyglądzie i pełnej wytrzymałości. Na mojej parze widać nawet taką fajną bliznę zaraz za czubkiem buta. To jest właśnie ten wygląd, który lubię.

Czubek butów n.d.c.

Wokół cholewki biegnie pas skóry (welt) podobny jak w przypadku tego z metody konstrukcji Stormwelt, natomiast jego funkcja jest w tym przypadku czysto ozdobna.

Materiałowa wstawka jest wykonana z wełny, wzór to jodełka w odcieniach ciepłej szarości. Ma dużo takich kolorowych włókienek, zdecydowanie nie szarych.

W środku buty są w całości podszyte miękką skórą cielęcą. Podpiętek jest z tej samej skóry co podszewka, a pod nią jest jakaś gąbkowa wkładka, żeby dać trochę amortyzacji. W głębszej części buta też jest skóra. Widać charakterystyczne dla metody Blake’a przeszycie. Co ciekawe, język również jest połączony z cholewką na 2/3 długości kawałkiem miękkiej skóry podszewkowej. To powoduje znaczne ograniczenie przedostawania się pyłu i brudu do wnętrza buta.

Dla zwiększenia komfortu chodzenia na wkładce jest wklejony miękki podpiętek. Pod warstwą cienkiej skóry jest jakaś pianka, niezbyt miękka, raczej twarda, ale zdecydowanie bardziej miękka niż skóra. Buty zostały również wyposażone w zapiętek z cienkiego zamszu i usztywnienie tylnej części buta. To zapewnia wsparcie dla pięty.

Podpiętek w butach n.d.c.

Chociaż nie mam tego jak zmierzyć, myślę, że guma użyta do wykonania podeszwy jest twardsza niż w przypadku Thursday’ów, bo po sezonie wykazuje mniejsze zużycie. Nie potrafię odczytać, jaki jest producent podeszwy, ponieważ w logo zastosowali nieczytelną czcionkę.

Sznurówki były przycięte przez poprzedniego właściciela, ja natomiast zastosowałem czarne rzemienie. Tylko teraz trochę inaczej je wiążę niż na zdjęciach. Za pierwszymi haczykami owijam je wokół nogi, potem przez drugą parę haczyków i robię pętelkę. Fajniej to wygląda.

Obcas to na zmianę warstwa skóry i gumy, ale to wynika z konstrukcji buta – rozwiązanie tego elementu niczym nie ustępuje w pełni skórzanemu obcasowi (z gumową podeszwą).

Ogólna jakość wykonania stoi na wysokim poziomie. Szwy są wykonane starannie, tam, gdzie biegną dwa obok siebie, są równoległe. Nie ma niedociągniętych szwów, pętelek oraz miejsc, w których maszyna zboczyła z kursu. Brzegi podeszwy są równo wyszlifowane, żadna z warstw nie wystaje. Nie widać również śladów kleju. Buty wyglądają równie estetycznie w środku. Jakość wykonania jest wyraźnie wyższa niż w przypadku moich pierwszych opisanych tu butów marki Thursday Boots. Nie jest to zaskoczenie, gdyż te pierwsze buty reprezentują budżetową wersję GYW, natomiast drugie, n.d.c. są z kategorii premium.

Moja opinia o butach n.d.c. made by hand

Co prawda nie wiem jaki to model i pewnie nie jest najnowszy, ale zakładam, że jeśli firma nadal istnieje i utrzymuje takie ceny (~2000zł za nowe trzewiki) to jakość się nie popsuła. Wyhaczyłem tą parę butów na początku 2024 więc już miałem trochę okazji, żeby w nich pospacerować. Zapłaciłem ułamek ceny nowych, więc nawet jakby oferowały połowę tego, co oferują, to byłbym zadowolony.

Trzewiki są naprawdę bogato wyposażone i solidnie skonstruowane. Porównując z tym, czego zwykle „czepiają” się na różnych kanałach na youtube recenzujących buty, chyba wszystko jest „odhaczone”. Jest konstrukcja solidną metodą Blake rapid, wysokiej jakości skóra, wełniana wstawka, podeszwa wysokiej twardości. Wykonanie (oprócz podeszwy) 100% ze skóry. Jest podpiętek, zapiętek, skórzana wkładka, skórzana podszewka i uszczelniony język… uff chyba wszystko 😉 Butów nie będę rozcinał, żeby sprawdzić, czy na czymś w środku producent nie poleciał niżej, ale wnioskując z tego, co widać na zewnątrz, oszczędności nie było. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to wysokość buta przy palcach (dla mnie ciut za nisko), mam nadzieję, że z czasem troszeczkę się rozciągną. Jeśli chodzi o ogólny komfort użytkowania, to w porze przejściowej (jesień, jeszcze nie całkiem zima), wybierałem je częściej niż model Thursday Captain. Kiedy tak na szybko zastanawiam się czemu, to postawiłbym na to, że przy tej samej temperaturze jest w nich trochę chłodniej i ze względu na elastyczność, trochę lepiej się w nich chodzi. No i mają kolor bardzo podobny do tego, jaki ma moja najczęściej noszona kurtka skórzana.

Chciałbym, żeby ogólny wniosek z tego wpisu był następujący: metoda Goodyeara nie jest jedynym słusznym sposobem na wykonanie wysokiej jakości butów. Ma ona sporo zalet, ale w kilku kwestiach (waga, elastyczność) nie jest to rozwiązanie idealne na wszystkie okazje. Metoda Blake’a moim zdaniem jest równorzędna pod względem wartości, jaką daje użytkownikowi takich butów. A każdy, kto inwestuje w buty wysokiej jakości, przed zakupem powinien się zastanowić, które z zalet danej metody będą stanowiły największą wartość.