Pasek na całe życie - cały

Jak robi się pasek do spodni „Na całe życie”? Moje początki

Hasło „pasek na całe życie” to trochę odjechany koncept, prawda? Chociaż jakby się lepiej zastanowić, to prawie każdy znalazłby w pamięci jakiś przedmiot po dziadkach lub rodzicach, który trzyma się dziwnie dobrze. Mimo upływu czasu nie chce się zepsuć i nadal fajnie wygląda. Kiedyś to były inne materiały, inna jakość, robiło się małe serie lub nawet jednostkowo, żeby długo wytrzymało. Teraz to masówa, made to break i w ogóle…

Ale wracając do niezniszczalnych pasków, jak to możliwe, skoro taki markowy i nieoszukany genuine leather przecież wystarcza co najwyżej na kilka lat, nawet jeśli kupisz naprawdę u sprawdzonego wytwórcy i przemyślisz zakup? Więc trik z paskiem na całe życie polega pewnie na tym, że jak kupisz sobie taki przedmiot na koniec emerytury, to będziesz miał pasek na całe życie?

Otóż nie! Koncept taki nie jest to aż tak nieprawdopodobny nawet, jeśli do emerytury Ci daleko. Paski z dożywotnią gwarancją czasami wypływają tu i tam, jest parę małych manufaktur, które je robią. Są sprzedawane w ramach działań na portalach crowdfundingowych i na pewno można je kupić u rzemieślników robiących skórzane wyroby na zamówienie. Każdy, kto trochę zagłębił się w temat, namierzy kogoś, kto sprzedaje takie paski. Jeśli jesteś tu, żeby taki pasek sobie sprawić, to sprawdź swoją drogę na skróty, prosto do mojego sklepu. Zachęcam również, aby doczytać wpis do końca i dowiedzieć się, jak pasek powstaje oraz skąd w ogóle taki pomysł.

Skąd pomysł na taki gruby pasek do spodni?

U mnie pomysł miał przypadkowe źródło i w zasadzie nie myślałem o takich wyrobach, że są „na całe życie”. Określenie wpadło mi w oko, kiedy sprawdzałem, jaki kształt dziurek powinien mieć pasek o grubości ponad 5mm. Natomiast ten charakterystyczny, ciężki styl chodził mi po głowie od jakiegoś czasu. Robiłem kiedyś dla kogoś pasek. Na wzór dostałem stary egzemplarz, widać było, że już trochę lat ma, ale był w bardzo fajnym stanie. Gruby i giętki (to była skóra garbowana chromowo, prawdopodobnie też fabrycznie trochę „porozbijana” dla większej giętkości). Pomyślałem, że jest fajny i chciałbym coś podobnego robić. Chwilę trwało, zanim zakupiłem odpowiednią skórę, od razu połówkę grubości 5mm, bo byłem taki nakręcony na ten pomysł. Zrobiłem na próbę jeden dla siebie i… nosiłem, ale trochę bez przekonania, bo tu i tam coś nie poszło.

Trudne początki

Nie miałem jeszcze umiejętności ani sprzętu do pracy z tak grubym materiałem. Skóra poszła w kąt i prawie rok czekała, aż podszlifuję techniki cięcia oraz zdobędę/zrobię nowe narzędzia. Gdy poczułem, że jestem gotowy ponownie zmierzyć się z najgrubszą skórą w moim składziku, najpierw 3 razy zastanowiłem się, czy na pewno wszystko jest już na miejscu. Efektem mojego zastanawiania się były testy, mające na celu znalezienie dobrego sposobu na zmiękczenie i dodanie nieco giętkości tej skórze, a później poszukiwania odpowiedniej klamerki. Uznałem, że muszę mieć coś odpowiednio solidnego, masywnego i trwałego. Gdy już wszystko miałem, zaczekałem na odpowiedni moment (żona z synem wyjechała :)) i wziąłem się do roboty….

Wycięcie paska

Skóra jest garbowana roślinnie, grubości 5mm, bardzo solidna, ciężka i mięsista. Używam skóry ze środkowej i tylnej części, oprócz brzucha, który jest zbyt rozlazły.

Cięcie takiej skóry to swego rodzaju wyzwanie. Długo eksperymentowałem z nożami, maszynami i elektronarzędziami. Zwykłe nożyki tapicerskie nie są najwygodniejsze w cięciu długich prostych, są mało sztywne. Nożyki do skór, a miałem kilka takich słabych i lepszych „chińczyków”, wymagały ostrzenia w trakcie cięcia. Profesjonalna maszyna do cięcia pasów za dobre kilka tysięcy złotych cięła dobrze tylko 2 paski na raz. Nóż elektryczny z krążkowym ostrzem przepalał skórę zanim dawał rady ją przeciąć, zwłaszcza na zadzie, gdzie jest najtwardsza.

Wykończenie skóry i montaż

Skórę pierwszego paska zafarbowałem EcoFlo Waterstain Medium brown, a po całkowitym wyschnięciu farby nałożyłem 4 solidne warstwy oleju kopytkowego. Miało to za zadanie zmiękczenie pasa. Później 4-5 warstw mieszanki olejowo-woskowej. Korzystając z panujących upałów robiłem to na rozgrzanym do 40 stopni balkonie. Moja mieszanka wsiąkała w skórę super, dlatego mogłem jej wlać w nią całkiem sporo. Jestem przekonany, że to dodaje przynajmniej +3 do trwałości.

W kolejnym kroku należało wykończyć pasek od spodu. Zastosowałem emulsję wosku carnauba z sodą, mydłem oraz odrobiną farby Fiebing’s Oil Dye Pro: dzięki temu środkowi skóra ładnie pociemniała. Mizdrę wygładziłem drewienkiem. Przedostatnim krokiem był montaż klamerki. Najpierw zrobiłem dziurkę tanim, chińskim wykrojnikiem (też go muszę kiedyś bliżej przedstawić w osobnym poście, bo niezły jest jak na swoją cenę). Tą operację przeprowadziłem na podstawie szablonu papierowego, żeby było równo.

Okrąg odzwierciedla rozmiar nita – na początku nie wiedziałem jaki rozstaw zrobić, dzięki szablonowi łatwiej było znaleźć prawidłowe położenie dla dziurki.

Dalej poszły dziurki pod nity i montaż całości. Zastosowałem nity skręcane w kolorze srebrnym. Klamerki 40 mm można zobaczyć w moim sklepie. Na sam koniec wypalanie logo od spodu. A! jedna ważna rzecz. W miejscu montażu klamerki pasek nie jest cieniowany, dla zachowania toporności wzoru.

Zanim zagiąłem skórę wokół języka klamerki, najpierw ją w tym miejscu namoczyłem. Bez tego istnieje spore ryzyko uszkodzenia, bo materiał nie jest zbyt podatny na sucho. Polecam też solidne natłuszczenie miejsca zgięcia od strony lica, wtedy woda nie przesiąknie, a lico rozciągnie się ładnie zamiast popękać. No dobra, raz mi się zdarzyło, że pękło, więc lepiej dmuchać na zimne, bo szkoda skóry.

Chyba trochę to widać z tonu posta, że jestem bardzo zadowolony z efektu. Kiedy go skończyłem miałem taki moment dumy i zadowolenia, że tak ładnie potrafiłem go zrobić. Może dlatego, że cały czas miałem z tyłu głowy ten stary model, którego nie mogłem zaliczyć do udanych… A może ten pasek jest po prostu świetny? W każdym razie będę go często nosił, natomiast pozostałe 9 klamerek ze stali nierdzewnej i prawie cała połówka grubej skóry pozostały na kolejne zlecenia.

Potem się to rozkręciło i już nie liczę, ile dokładnie takich egzemplarzy wykonałem. Jeszcze oczywiście nikt nie powrócił, żeby kupić kolejny, oprócz jednego klienta, któremu pies rozgryzł pasek, oraz tych, którzy chcą drugi np. dla syna.

Co poprawiłem w kolejnych modelach

Projekt paska „na całe życie” powoli się rozwija. Powstaje w rożnych wersjach kolorystycznych, co można zobaczyć w ofercie. W nowszej wersji nity niklowane zastąpione zostały nierdzewnymi. Są nieco większe i chyba lepiej pasują do szczotkowanej klamry, mają niemal identyczny kolor. Nieco różnią się powierzchnią, bo nity mają delikatne ślady po toczeniu zaokrąglonego łebka, natomiast powierzchnia klamry jest szczotkowana. No ale dobra, to taki szczegół, który zobaczyłbym prawdopodobnie tylko ja, bo patrzę z bliska, gdy te paski robię.

W nowszych odsłonach modelu poszerzyłem też pętelkę i dodałem na niej ozdobne linie wykonane przy pomocy liniarki. Poprawiłem metody zginania skóry w miejscu mocowania klamry. Teraz najpierw ją moczę od spodu, tak do granicy przesiąkania wody na stronę lica. W dziurki wkładam górną połowę nita (nakrętkę), a od dołu ściskam skórę śrubami (koniecznie z podkładkami!), znacznie dłuższymi niż te z nitów. Stopniowo zaginam skórę, od czasu do czasu mocząc mizdrę, nakładam kolejną warstwę oleju kopytkowego na lico i mocniej dokręcam śruby. Dzięki temu redukuję ryzyko pękania i mam możliwość ciaśniejszego zagięcia końcówki paska. Rozstaw nitów również został minimalnie poprawiony, bo o całe 2 mm.

Po kilku latach wykonywania opracowałem też nowe metody cięcia. Najpierw przy pomocy linijki i szydła zaznaczałem szydłem linię cięcia. Następnie tnę takim półokrągłym nożem, charakterystycznym dla kaletników/rymarzy. Miałem szczęście dostać to narzędzie jako prezent. Mój egzemplarz został wykonany przez rzemieślnika. Myślę, że grają tu 3 kwestie, które powodują, że tak dobrze się nim tnie: odpowiedni profil krawędzi tnacej (mały kąt ostrzenia), twardość stali (nie wiem jaka, ale duża), kształt ostrza (w trakcie cięcia dość spory kawał stali jest w materiale, co sprawia, że bardzo łatwo jest ciąć prosto, nawet nie używając linijki).

Następnie zainwestowałem w mosiężną prowadnicę do pozycjonowania pasków podczas cięcia i nowy nóż, i to jest mój aktualny zestaw.

Też chcę pasek na całe życie!

Jeśli zainteresował Cię pasek na całe życie i chcesz mieć podobny lub podarować go komuś bliskiemu w prezencie, możesz zamówić go w sklepie lub wysłać zapytanie o wykonanie według Twojego pomysłu przez formularz kontaktowy.

3 thoughts on “Jak robi się pasek do spodni „Na całe życie”? Moje początki”

  1. Szukałam wyjątkowego prezentu dla wyjątkowej osoby i ten pasek właśnie taki jest. W dodatku profesjonalizm oraz kontakt na etapie jego powstawania sprawiły, że stał się on jeszcze bardziej wyjatkowy. Zakup wart każdej złotówki. Ten pasek jest jak japońska katana, serio. Panie Pawle, to była ogromna przyjemność dobić z Panem targu, a błysk w oku i uśmiech mojego partnera tylko to potwierdził.

  2. Dariusz Litwiniec

    Czy można zakupić u państwa breloczek skórzany w formie paska w kolorze braz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Shopping Cart
Verified by MonsterInsights